Jak przekonać kogoś do patriotyzmu ekonomicznego?

Patriotyzm ekonomiczny to dążenie do tego, by dane społeczeństwo się bogaciło - słowa te wypowiedział prof. Andrzej K. Koźmiński, wieloletni rektor Akademii Leona Koźmińskiego. Jednak wiele osób wciąż uważa, że taka definicja patriotyzmu ekonomicznego jest nieprawdziwa, gdyż w istocie szkodzi on gospodarce odwołującego się do niego kraju. Znaczną część argumentów tych osób można obalić.

Idealnie wolny rynek jest najlepszy, a wybieranie danych produktów/usług ze względu na dodatkowe czynniki oprócz ceny i jakości jest po prostu głupie. Tak twierdzi wielu liberałów. Dzięki prawom wolnego rynku, wygrywa firma z ofertą najlepiej spełniającą oczekiwania konsumenta. Inwestorzy zagraniczni przecież przywożą do Polski kapitał, dają miejsca pracy. Zdecydowana większość supermarketów i banków jest w rękach zagranicznego kapitału. Ale co z tego? Mają dobrą ofertę, zatrudniają w Polsce – na pierwszy rzut oka wszystko jest jak należy.

A ten cały patriotyzm ekonomiczny w naszym kraju to po prostu gadanie sentymentalnych ludzi i nacjonalistów, którzy chcieliby, aby Polacy byli właścicielami wszystkiego, bez względu na to, czy prowadzone przez nich firmy są konkurencyjne wobec zagranicznych. Taka postawa prowadzi do spadku jakości oferowanych produktów/usług, a także do tego, że są one droższe. Bo skoro polski przedsiębiorca wie, że jego oferta wygra w dużej mierze dlatego, że po prostu prowadzi produkcję w lokalnej fabryce, to po co ma się jeszcze starać o odpowiednią jakość i cenę?

To nie jest takie proste

W powyższy sposób skrótowo scharakteryzowałem znaczną część argumentów przeciwników patriotyzmu ekonomicznego. I w niektórej, patologicznej wersji takiego patriotyzmu – w stylu wybieram znacznie droższy i zdecydowanie gorszy jakościowo od zagranicznego produkt tylko dlatego, że jest polski, albo państwo dofinansowuje całkowicie nierentowne polskie zakłady produkcyjne, które nie mają żadnej szansy wyjścia na prostą – mają oni rację. Sęk jednak w tym, że kompleksowo patrząc na patriotyzm ekonomiczny, trzeba wziąć pod uwagę znacznie więcej kwestii.

Podstawowym argumentem za patriotyzmem ekonomicznym jest fakt, że wielkie koncerny inwestujące w Polsce nie tylko „wygryzają” z rynku rodzimą, słabszą konkurencję, ale jeszcze w istocie drenują nasz kraj z pieniędzy. Jak to się dzieje? Jest na to sporo, całkiem legalnych sposobów.

Prosty z brzegu przykład – Orange Polska za prowadzenie działalności pod marką Orange i dostęp do odpowiednich technologii musi płacić Francuzom 1,6 proc. swoich rocznych przychodów operacyjnych z usług komórkowych. Wydaje się to mało, ale gdy już przedstawić to na konkretnych liczbach – za rok 2015 polska spółka musiała zapłacić swojej spółce-matce w ramach tej opłaty ponad 189 mln złotych (1,6 proc. z przychodów ze sprzedaży wynoszących ok. 11,84 mld zł). Natomiast zysk netto Orange Polska za ten rok to… 254 mln zł.

Zagraniczne spółki-matki działających w Polsce firm nakazują sobie płacić za mnóstwo usług i produktów – za możliwość używania danej technologii, za import pewnych produktów, za usługi doradcze, czy też „bezcenne wskazówki” ekspertów z centrali. Zdarza się, że te wszystkie działania doprowadzają do tego, iż polska spółka nie tylko traci cały wypracowany zysk, ale wręcz generuje straty! I tak w roku 2011 okazało się, że sieci supermarketów Lidl i Kaufland całkowicie „nie radzą” sobie na polskim rynku, gdyż nie zapłaciły ani złotówki podatku CIT za ten okres. Przebił je jednak francuski Carrefour, który otrzymał nawet 14 mln złotych zwrotu!

Rodzimy przedsiębiorca nawet jeśli również będzie coś kombinował w kwestii rozliczania się z fiskusem, to i tak z reguły zapłaci większy procent od przychodów niż zagraniczny inwestor, a poza tym, zysk wypracowany przez jego firmę będzie inwestowany na ogół w Polsce.

Ważnym argumentem na rzecz patriotyzmu ekonomicznego jest oczywiście to, że w ten sposób dajemy zarobić naszym pracownikom. Najlepiej zatem wspierać firmy należące do Polaków, dające sporo miejsc pracy w naszym kraju. W innych wypadkach pojawia się jednak dylemat – czy lepiej kupować produkt od polskiego właściciela, który jest wytwarzany np. w Chinach, czy jednak od zagranicznego, który produkuje w Polsce. Zwykle w takiej sytuacji lepiej jest jednak skorzystać z oferty zagranicznego inwestora, który zatrudnia u nas pracowników. Tutaj jednak także nie ma reguły – bo może powstać sytuacja, gdy zagraniczny inwestor zatrudnia niewielu Polaków, natomiast polska firma produkuje co prawda za granicą, ale w naszym kraju płaci bardzo wysokie podatki ze swoich przychodów. Najlepiej zatem kierować się w tym wypadku miarą korzyści, jakie osiągnie nasza gospodarka w przypadku „zostawiania” przez nas pieniędzy w danej firmie.

Mówi się, że korporacje dbają tylko o czysty zysk i nic poza tym, w ich działalności nie ma znaczenia, z jakiego kraju pochodzą. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy – załóżmy, że Volkswagen, mający także fabrykę w Polsce, ogółem zanotował w kilku ostatnich kwartałach bardzo dobre wyniki finansowe i postanawia podnieść pensje części swoich pracowników. Pytanie retoryczne – którzy pracownicy mogą liczyć w pierwszej kolejności na podwyżki – ci z rodzimego dla firmy Wolfsburga, czy z polskiej fabryki spółki we Wrześni? Nie da się ukryć, że w wielu przypadkach zarządy wielkich korporacji czują się odpowiedzialne za podnoszeniu pensji przede wszystkim osobom pracującym w zakładach matecznika danej firmy. Niestety, akurat w tym wypadku do tej pory nie doczekaliśmy się w naszym kraju alternatywy – nie posiadamy własnej marki samochodów osobowych dla przeciętnego Kowalskiego.

W niektórych branżach kapitał zagraniczny stanowi dadatkowo znacznie większe zagrożenie niż „tylko” drenaż pieniędzy z naszego kraju. Przykładem są media. Jedna z największych w Polsce stacji telewizyjnych należy do Amerykanów (TVN), dwa duże internetowe portale informacyjne są własnością Niemiec (Interia, Onet – tutaj współwłaścicielami są też Szwajcarzy), niemiecka Polska Press Grupa posiada 18 dzienników regionalnych wydawanych na terenie Polski, a ważny tygodnik opinii „Newsweek” także nie należy do polskiego kapitału. I o ile w przypadku mediów nie poruszających tematów polityki czy gospodarki sytuacja nie jest jeszcze dla nas groźna, o tyle gdy chodzi o wymienione wyżej media, istnieje niebezpieczeństwo następujące – rząd Polski podejmuje decyzję, która nie podoba się np. władzom Niemiec. W tej sytuacji działające w Polsce media o kapitale niemieckim zaczynają atakować za dane działania polskie władze tylko dlatego, że są one niezgodne z oczekiwaniami Niemiec. Warto w tym momencie zaznaczyć, że nasi zachodni sąsiedzi w sposób zorganizowany nie pozwolili Polakowi prowadzić gazety sportowej, która znakomicie się sprzedawała! Tam aż do przesady zabezpieczają się przed zagrożeniami, których u nas rodzime władze i przedsiębiorcy nie zauważyli.

Podsumowanie

Argumentów na rzecz patriotyzmu ekonomicznego jest mnóstwo. Kolejnym jest chociażby informacja, którą potwierdził dyrektor zaopatrzenia sieci Tesco, że do Europy Środkowo-Wschodniej trafiają produkty drugiej kategorii. Zwolennicy kierowania się wyłącznie zasadami rynkowymi na ogół nie biorą tych różnych faktycznych zjawisk pod uwagę.

Pomyślmy, czy nie chcielibyśmy posiadać wielu polskich firm, które produkowałyby znakomite produkty i świadczyły profesjonalne usługi, dając dobrze płatną pracę wielu osobom w Polsce także dzięki temu, że duża część tej oferty byłaby skierowana na eksport. Nie da się ukryć, że gdy Polacy budują fabrykę za granicą, to także najpewniej będą następować zjawiska transferu kapitału do Polski – ale tak to już jest, że każdy kraj musi dbać o własny interes. Napływ kapitału zagranicznego nie zawsze jest zły – możemy przykładowo dzięki niemu otrzymać dostęp do nowoczesnych technologii z danej branży. Z reguły jednak powinniśmy stawiać na rodzimą innowacyjność, co pozwoli wyrwać się nam z pułapki średniego rozwoju.

Pamiętajmy, że żaden duży kraj o zacofanej gospodarce względem państw wysoko rozwiniętych, a takim niestety na razie jest także Polska, nie może dorównać tym państwom tylko poprzez przyjmowanie inwestorów i rozwiązań z tychże państw – ponieważ one nigdy nie pozwolą, aby zbyt duża część wypracowanych w naszym kraju zysków w nim pozostała.

 

Autor: Adam Stankiewicz



Inne artykuły, które mogłyby Cię zainteresować:

Transfer zysków za granicę = unikanie podatku - o tym, jak zagraniczne korporacje całkiem legalnie transferują zysk z polskich spółek do swojej centrali.

Kod 590 - dlaczego może nas wprowadzić w błąd - niestety, kod produktu zaczynający się od liczby 590 nie zawsze wskazuje na jego miejsce produkcji w Polsce. Dowiedz się dlaczego.

 

Użytkownik Bogdan Rink 2017-06-14 19:38:25 IP: 89.64.55.*
Autor powyższego artykułu pisze: "nie posiadamy własnej marki samochodów osobowych dla przeciętnego Kowalskiego". No może to nawet i dobrze, bo w dzisiejszych czasach to chyba już dosyć wyraźnie widać, że masowa motoryzacja to droga do nikąd. Lepiej chyba będzie, jak przeciętny Kowalski będzie jeździł komunikacją publiczną, pozostawiając jeżdżenie samochodem osobowym tym, którzy naprawdę są do tego zmuszeni......

Przepisz kod z obrazka

5e31e8225d52c906209b6a828f5d22bb