Lista kategorii

Czy giełda jest odporna na koronawirusa?

Gdy pojawiła się pandemia koronawirusa i częściowo zamroziła gospodarkę, od razu usłyszeliśmy głosy o kolejnej ogromnej recesji. Niektórzy porównują dzisiejszy problem do "Wielkiej Depresji" z 1928 roku i dwóch następujących po sobie krachów giełdowych z 2001 i 2008 roku. Czy tak pesymistyczne spojrzenie jest słuszne?

Jeśli przyjrzymy się giełdzie papierów wartościowych i porównamy kryzys pandemiczny z poprzednimi, nie znajdziemy aż tylu powodów do obaw. Mimo że rynek potrafi być nieprzewidywalny, wszystko wskazuje na to, że szybko odbije sobie poniesione przez koronawirusa straty.

 

Różnica między hossą a bessą

Zanim przejdziemy do argumentów za optymistycznym spojrzeniem na giełdę, wyjaśnijmy sobie terminy hossa i bessa. Symbolem pierwszej jest byk i cechuje się ona długotrwałym wzrostem wartości akcji. Za hossę uznajemy trend, w którym cena aktywów podniosła się przynajmniej o 20% w porównaniu do wcześniejszej najniższej stawki.

Jeśli zaś chodzi o bessę, jej symbolem jest niedźwiedź i cechuje się długotrwałym obniżeniem cen akcji. Adekwatnie jak w poprzednim przypadku za bessę na giełdzie uznajemy okres, w którym ceny akcji spadły o przynajmniej 20% względem poprzedniej najwyższej stawki.

koronawirus zamknięte sklepy

Dlaczego hossa jest silniejsza?

Historia giełdy od 1928 roku idealnie pokazuje, że nieważne jak potężna byłaby recesja, odbicie od niej zawsze jest silniejsze. Nawet w czasach „Wielkiej Depresji”, kiedy ceny akcji spadły o ponad 80%, hossa nadrobiła straty z nawiązką. Niedźwiedź spał przez 4-5 lat, ale w końcu nadszedł byk i panował na rynku przez ponad 12 lat. W tym czasie podbił ceny akcji o 338%.

Jeśli spojrzymy na bliższe nam wydarzenia, zobaczymy to samo. Krach z 2001 trwał dwa lata i zbił ceny o 50%, ale hossa pozostała z nami lat 6 i podniosła wartość akcji o 100%.

Recesja z 2008 była krótsza, ale poważniejsza. W rok obniżyła ceny aktywów o 57%. Jednak i w tym wypadku przyszło odbicie, które utrzymywało się 11 lat. W czasie jego obecności wartość akcji poniosła się o 400%.

Historyczna średnia giełdy udowadnia, że byk trwał średnio 6.4 lat i przyniósł zysk rzędu 200%. Zaś niedźwiedź pozostawał z nami średnio przez 1.4 roku i obniżył ceny akcji o 40%.

Wszystko wskazuje na to, że dla inwestorów pandemia będzie okresem o dużym potencjale. eśli długo zastanawiałeś się, jak kupić akcje, zajrzyj tutaj.

 

Koronawirus nie jest tak niebezpieczny jak poprzednie kryzysy — 4 powody

Wbrew pozorom pandemia, która nas spotkała, jest nieporównywalna względem poprzednich recesji. W przeciwieństwie do nich nie jest tak znacząca dla giełdy. Czytaj dalej a dowiesz się, dlaczego.

 

Inne źródło problemu

Poprzednie krachy rynkowe dotyczyły zawalenia się cen konkretnych akcji. W 2001 były to aktywa firm technologicznych, w 2008 ceny nieruchomości. Dzieje się tak, gdy na giełdzie tworzy się bańka pieniężna, czyli wartość akcji jest nieadekwatna do rzeczywistej wartości firmy.

W przypadku koronawirusa mamy do czynienia blokadą ekonomicznej aktywności. Dlatego nie ma powodu żebyśmy zakładali, że ceny akcji i wstrzymana działalność nie wrócą do normy. Może nastąpi to bardzo szybko. Wszystko zależy od tego, ile będziemy potrzebowali czasu na uporanie się z wirusem.

Z całej sytuacji obronną ręką wychodzą firmy farmaceutyczne, które ścigają się w wynalezieniu lekarstwa i szczepionki. Chęć zysku z bycia pierwszym przyspiesza pracę i prawdopodobnie przysłuży się odbudowie wartości aktywów.

spadki na giełdzie koronawirus

Już widać poprawę

Spójrzmy na indeks S&P 500, który zawiera w sobie pięćset amerykańskich firm o największym kapitale. Od stycznia do marca jego wartość spadła o 30%, ale już w połowie kwietnia straty wynosiły tylko 10%. Patrzymy na prawdopodobnie najkrótszą bessę w historii giełdy.

Inwestorzy widocznie zrozumieli, że wartość przedsiębiorstwa mierzymy na podstawie aktualnego potencjału przepływu gotówki (w okresie od teraz do bliżej nieokreślonej przyszłości). W tym kontekście krótkoterminowe spadki wydajności nie mają wielkiego znaczenia. Są istotne jedynie dla inwestorów, którzy handlują w niewielkich odstępach czasu.

Ponadto już dziś widzimy, że pandemiczne bezrobocie stopniowo się kurczy. Firmy znów przyjmują pracowników.

 

Nie ma winnych zaistniałej sytuacji

W 2008 roku cała złość za giełdowy krach skumulowała się na bankach. Mit o „złym bankierze” rodził nieufność i panikę wśród inwestorów, co odbijało się na giełdzie. Dzisiaj nikt nie oskarża konkretnych instytucji.

Jest wręcz przeciwnie. Rządy programami pomocowymi wspierają firmy, które najbardziej ucierpiały na pandemii. Zaś obywatele krajów nie mają nic przeciwko ratunkowi dla przedsiębiorstw. W 2008 roku taka propozycja wywołałaby ogromne oburzenie.

 

Inwestorzy odkupują akcje

Od 10 lat nie widzieliśmy tak ogromnej liczby graczy giełdowych, którzy usiłują odzyskać sprzedane aktywa. Świadczy to, że inwestorzy są pewni przesadnej reakcji rynków na złe wiadomości. Poza tym swoim zachowaniem pokazują ufność, że giełda niedługo wróci do dawnej świetności.

 

---

Artykuł sponsorowany

 

Przepisz kod z obrazka

0d2eb31a13843697c8d187771109a989