Od kiosku z dyskietkami do globalnej sceny: jak CD Projekt urosło na naszych oczach

7 maja, 2026 Wyłączono przez admin
Od kiosku z dyskietkami do globalnej sceny: jak CD Projekt urosło na naszych oczach

Patrząc dziś na szklane ściany warszawskiej siedziby studia, trudno uwierzyć, że wszystko zaczęło się od dwóch nastolatków, którzy z plecakiem pełnym pirackich dyskietek jeździli PKS-em po kraju. Ich upór zmienił polski rynek gier i pokazał światu, że nad Wisłą potrafimy nie tylko świetnie grać, lecz także tworzyć i sprzedawać cyfrową rozrywkę na najwyższym poziomie.

Pierwsze kroki w czasach raczkującego kapitalizmu

CD Projekt - historia polskiego giganta. Pierwsze kroki w czasach raczkującego kapitalizmu

Rok 1994. Komputery osobiste wciąż uchodzą za luksus, a legalne oprogramowanie kosztuje fortunę. Marcin Iwiński i Michał Kiciński, dwaj koledzy z warszawskiego liceum, dostrzegają niszę: gracze chcą tytułów po polsku, sprzedawanych w normalnych sklepach, a nie spod lady. Zakładają więc firmę dystrybucyjną CD Projekt i zaczynają importować zachodnie hity.

Ich metoda? Zaufanie i bezczelna pewność siebie. Młodzieńcy siadają do telefonu, dzwonią do firm z Niemiec, Wielkiej Brytanii, czasem myląc strefy czasowe, i negocjują prawa do sprzedaży. Angielski znają głównie z gier przygodowych, ale to wystarcza – kontrahenci słyszą w słuchawce energię, której brakuje wielu starym wyjadaczom.

Lokalizacje, które odmieniły rynek

CD Projekt - historia polskiego giganta. Lokalizacje, które odmieniły rynek

CD Projekt postanawia pójść krok dalej: nie wystarczy sprowadzić pudełek, trzeba je przełożyć na język gracza znad Wisły. Firma inwestuje w profesjonalne tłumaczenia, dźwięk nagrywany w studiu i instrukcje pisane żywym językiem. Gdy w 1999 r. na półki trafia polska edycja Baldur’s Gate, zaczyna się mała rewolucja.

Gracze słuchają głosu Piotra Fronczewskiego jako narratora i czują, że ktoś wreszcie traktuje ich poważnie. Sprzedaż skacze do ponad stu tysięcy egzemplarzy – wynik kosmiczny jak na tamte czasy. Konkurencja się dziwi, a Iwiński z Kicińskim zacierają ręce, bo dopiero się rozgrzewają.

Studio marzeń rodzi się w piwnicy

CD Projekt - historia polskiego giganta. Studio marzeń rodzi się w piwnicy

Dystrybucja kwitnie, ale apetyt rośnie. Założyciele marzą o własnej grze. Wynajmują kilka pokoi w suterenie przy Jagiellońskiej, skrzykują niewielki zespół i rozpoczynają prace nad adaptacją powieści Andrzeja Sapkowskiego. Nazwa kodowa: Wiedźmin.

Pomysł brzmi szalenie. Licencja kosztuje niemało, a na rynku dominują zachodni giganci. CD Projekt Red, bo tak ochrzczono deweloperskie ramię firmy, nie ma doświadczenia w produkowaniu wysokobudżetowych RPG, ale nadrabia pasją i dumą narodową. Chce dowieść, że polski heros może stanąć w jednym szeregu z Larą Croft czy bohaterami Blizzarda.

Debiut, który namieszał w branży

Październik 2007 r. W wiedeńskiej hali Messe rozpoczyna się Games Convention. Na stoisku CDPR tłok, bo zachodni dziennikarze nie spodziewali się tak dopracowanej gry od – cytując jednego z nich – „producenta wódki i kiełbasy”. Po premierze Wiedźmin sprzedaje się jak świeże pączki, a recenzenci chwalą dojrzałą fabułę, klimat słowiańskiego mroku i odważne decyzje moralne.

W domu wielu polskich graczy rozlega się przeciągły szelest rozrywanego celofanu. Sam pamiętam, jak zerwałem folię z pudełka pierwszego dnia i zarwałem noc, by dowiedzieć się, czy Geralt ocali Addę. Wtedy po raz pierwszy poczułem, że polska gra może stać się globalnym fenomenem, a nie sympatycznym ciekawostką.

Skok na giełdę i przyspieszenie tempa

Sukces Wiedźmina przekłada się na giełdowe marzenia. W 2008 r. spółka wchodzi na NewConnect, by w 2010 przenieść notowania na główny parkiet GPW. Akcje rozchodzą się błyskawicznie – w tamtych latach mało kto w Polsce oferuje tak wyrazistą historię wzrostu opartego na eksporcie kreatywności.

Środki z emisji pozwalają zatrudnić setki nowych specjalistów, rozbudować biura przy Jagiellońskiej oraz kupić narzędzia potrzebne do kolejnych projektów. Studio pracuje już równolegle nad Wiedźminem 2 i tajemniczym „Cyberpunkiem”.

Tabliczka wyników: kamienie milowe studia

Rok premiery Tytuł Szacowana sprzedaż globalna (mln)
2007 The Witcher ponad 1,5
2011 The Witcher 2: Assassins of Kings ok. 2,5
2015 The Witcher 3: Wild Hunt powyżej 50*
2020 Cyberpunk 2077 18 (pierwszy tydzień)

*dane obejmują wszystkie platformy i reedycje do 2023 r.

Good Old Games – sklep, który odczarował DRM

CD Projekt - historia polskiego giganta. Good Old Games – sklep, który odczarował DRM

Równolegle z pracami nad kolejnymi Wiedźminami spółka uruchamia cyfrową platformę dystrybucji GOG.com. Idea jest prosta: sprzedajemy klasyczne gry bez żadnych zabezpieczeń antypirackich, w atrakcyjnej cenie i z polskimi opisami. Ryzyko niemałe – branża od zawsze walczy z piractwem, a CD Projekt głosi herezję „klient musi czuć się właścicielem, nie podejrzanym”.

Ku zdumieniu krytyków projekt wypala. Gracze doceniają brak DRM, miłą obsługę i bonusy, takie jak ścieżki dźwiękowe czy tapety. Platforma rychło poszerza ofertę o nowe produkcje indie, a Warszawa staje się przystankiem obowiązkowym dla twórców szukających alternatywy dla Steama.

Wiedźmin 3 – eksplozja, której nie dało się zatrzymać

CD Projekt - historia polskiego giganta. Wiedźmin 3 – eksplozja, której nie dało się zatrzymać

Maj 2015 r. Wild Hunt ląduje na pecetach i konsolach. Krytycy przyznają maksymalne noty, a gracze nie kryją zachwytu otwartym światem, dialogami i ścieżką dźwiękową autorstwa Marcina Przybyłowicza. Geralt w końcu podbija Amerykę i Japonia również bije mu brawo – dla polskiej popkultury to chwila porównywalna z Oscarem dla „Idy”.

Co ważne z patriotycznej perspektywy, przy okazji premiery prasa branżowa zaczyna odmieniać przez wszystkie przypadki słowo „Poland”. Dziennikarze dopytują o Szczecin, Mazury i bigos, a strumień turystów przyjeżdżających na szlaki wiedźmińskie w Małopolsce rośnie. Soft power w czystej postaci.

Cyberpunk 2077 – ambicja, potknięcie i powrót

CD Projekt - historia polskiego giganta. Cyberpunk 2077 – ambicja, potknięcie i powrót

Pierwszy teaser produkcji inspirowanej papierowym RPG Mike’a Pondsmitha pojawia się w 2013 r. i rozgrzewa wyobraźnię fanów. Projekt rośnie jak na drożdżach: setki deweloperów, nowy silnik, Keanu Reeves jako Johnny Silverhand. Hype nakręca giełdowy kurs do niebotycznych poziomów – przez chwilę kapitalizacja CD Projekt przebija wartość PKP, co samo w sobie jest anegdotą, którą opowiadam na rodzinnych spotkaniach.

Premiera w grudniu 2020 r. okazuje się jednak bolesna. Na mocniejszych pecetach Night City wygląda obłędnie, ale wersje konsolowe starszej generacji cierpią na błędy, których nie da się zignorować. Internet zalewa fala memów, Sony czasowo usuwa grę z PlayStation Store, a akcje pikują.

Z perspektywy fana polskiego kapitału to cios, lecz firma nie ucieka od odpowiedzialności. Wydaje kolejne łatki, oferuje zwroty i zapowiada darmowe DLC. Po blisko trzech latach pracy Cyberpunk wraca do łask, a dodatek „Widmo wolności” zbiera dziewięciosiódemki w recenzjach. Kryzys pokazuje, że upór Iwińskiego sprzed lat wciąż definiuje DNA spółki.

Cenna lekcja giełdowej gorączki

Gwałtowne wzloty i spadki kursu akcji CD Projekt bywają przyczyną skrajnych emocji. Jedni oskarżają zarząd o brak transparentności, inni widzą w nim ofiarę spekulacyjnego entuzjazmu. W rzeczywistości polska giełda do tej pory nie miała tak wyrazistego przedstawiciela branży kreatywnej, więc inwestorzy uczyli się wraz z firmą, jak wyceniać gry wideo.

Dla mnie, jako patrioty zakupowego, najważniejsze jest to, że mimo turbulencji akcjonariat pozostaje w dużej części polski. Założyciele regularnie podkreślają, iż decyzje strategiczne nie będą zapadały w zagranicznych centralach, a kluczowe zespoły produkcyjne zostają w kraju. To sygnał, że sukces finansowy nie musi oznaczać wyprowadzki za ocean.

Wpływ na rodzimy ekosystem gier

CD Projekt - historia polskiego giganta. Wpływ na rodzimy ekosystem gier

CD Projekt w naturalny sposób stał się inkubatorem talentów. Kto dostał się do studia, ten po kilku latach rozważał założenie własnego zespołu. W efekcie na mapie Polski wyrastają kolejne spółki: 11 bit studios, Fool’s Theory, Flying Wild Hog. W branży mówi się nawet o „wiedźmińskim diaspora effect”.

Państwowe uczelnie, widząc boom, otwierają kierunki „game design” i „animacja 3D”. W 2016 r. Ministerstwo Rozwoju wprowadza ulgę podatkową na produkcję gier kulturowych – lobby z ulicy Jagiellońskiej nie kryje satysfakcji. Dzięki temu w przeciągu pięciu lat powstaje ponad setka start-upów, które w innej rzeczywistości nigdy nie znalazłyby finansowania.

Kultura pracy i wizerunek

Media zachodnie często pytają o słynny crunch, czyli nadgodziny przed premierą. CD Projekt przyznaje, że zdarzały się trudne tygodnie, jednak prowadzi programy wsparcia psychologicznego i wprowadza elastyczne godziny. Studio deklaruje, że kolejne tytuły będą miały realistyczne harmonogramy.

Z kolei lokalny rynek chwali spółkę za wprowadzanie praktyk, które stają się standardem w branży: prywatna opieka medyczna od pierwszego dnia, dofinansowanie nauki języków, a nawet biblioteka komiksów w chill-roomie. Sam miałem okazję odwiedzić biuro podczas Dni Otwartego Studia i mogę potwierdzić – atmosfera bardziej przypomina kreatywny kampus niż korpo-moloch.

Duma narodowa na eksport

W latach 2010-2020 Polska przechodzi transformację wizerunkową. Od kraju taniej siły roboczej do hubu technologicznego. CD Projekt jest symbolem tej zmiany. Gdy w Nowym Jorku na Times Square pojawia się neon z Geraltem, a potem z V i Johnny’m Silverhandem, serce rośnie. Nasi rodacy w USA robią sobie zdjęcia pod ogromnym billboardem i wrzucają je na Facebooka z hasztagiem #PolishPride.

W 2019 r. podczas wizyty w Tokio wszedłem do sklepu Yodobashi i zobaczyłem półkę pełną limitowanych edycji Wiedźmina 3 na Switcha. Sprzedawca upewnił się, czy zdaję sobie sprawę, że „this is Polish game, very good”. Odparłem z uśmiechem: „I know, I’m from Poland”. Rozmawialiśmy o pierogach i Płotce dobry kwadrans, po czym wyszedłem dumny jak paw.

Przyszłość: nowy Wiedźmin, nowy silnik

CD Projekt - historia polskiego giganta. Przyszłość: nowy Wiedźmin, nowy silnik

Po zawirowaniach związanych z Cyberpunkiem spółka zapowiada kilka projektów jednocześnie. Robocza nazwa „Polaris” to start nowej sagi wiedźmińskiej, tworzonej na Unreal Engine 5 we współpracy z Epic Games. To znaczący zwrot, bo dotychczas firma stawiała na autorski REDengine. Decyzję tłumaczy skalą planowanych światów i chęcią skupienia się na treści zamiast narzędzi.

W kolejce czeka również sequel Cyberpunka, wewnętrznie określany jako „Orion”. Warszawski gigant rozbudowuje studio w Bostonie, by lepiej zrozumieć oczekiwania rynku amerykańskiego. Wygląda więc na to, że mimo burzy firma nie zwalnia, a wręcz rozszerza horyzonty.

Znaczenie dla gospodarki i patriotyzm portfela

W 2022 r. CD Projekt wygenerował ponad miliard złotych przychodu, z czego lwia część to eksport. To nie tylko podatki spływające do budżetu. To także setki kontraktów dla polskich podwykonawców: grafików, kompozytorów, ekip motion capture. Gdy kupuję kolejne rozszerzenie, wiem, że wspieram rodzimą branżę, a nie anonimowe konto bankowe na Bahamach.

Patriotyzm ekonomiczny bywa kojarzony z hasłami na koszulkach, ale tu ma konkretny wymiar: rozwija kompetencje, które trudno zautomatyzować i jeszcze trudniej przenieść za granicę. Wyobraźmy sobie liczbę godzin, które młodzi Polacy spędzili, ucząc się angielskiego dzięki wyborom dialogowym w Wiedźminie. To kapitał kulturowy w czystej postaci.

Fenomen społeczności modderskiej

Choć CD Projekt zarabia na dodatkach, otwiera narzędzia modderskie, umożliwiając fanom tworzenie własnych przygód. Skrypt do Wiedźmina 3, RedKit, trafia do internetu, a tysiące hobbystów dodają nowe zbroje, efekty pogodowe i ścieżki zadań. Studio nie traktuje modderów jak piratów, lecz jak partnerów wzmacniających długowieczność tytułu.

Dzięki temu polski gigant buduje lojalność, której nie da się kupić kampanią marketingową. Gdy poprosiłem znajomych grafików o opinię, usłyszałem, że liczą na pełnoprawny edytor w nowym Wiedźminie. Jeśli tak się stanie, społeczność odwdzięczy się setkami godzin darmowej promocji.

Porównanie z zagranicznymi konkurentami

Kiedy Electronic Arts wprowadza mikropłatności, gracze warczą. Ubisoft co roku wypuszcza kolejnego Assassin’s Creeda, wywołując zmęczenie. Tymczasem CD Projekt stawia na duże, dopracowane produkcje oddzielone kilkuletnimi przerwami. Model ryzykowny, ale unikający zjawiska „serii na autopilocie”.

Nie oznacza to braku potknięć – przypadek Cyberpunka pokazał, że skala może przerosnąć nawet twórców z sukcesami. Jednak determinacja w naprawianiu błędów i darmowe aktualizacje to coś, co wyróżnia Polaków na tle wielu zachodnich kolosów.

Ekspansja transmedialna

Wiedźmin doczekał się netfliksowego serialu, animacji od studia Trigger i komiksów Dark Horse. CD Projekt nie produkuje ich sam, lecz ściśle współpracuje nad warstwą kreatywną, aby zachować spójność marki. Dzięki temu Geralt trafia do odbiorców, którzy wcześniej nie mieli styczności z grami, generując dodatkowy popyt na kolekcjonerskie edycje.

W 2022 r. rusza anime „Cyberpunk: Edgerunners”. Dziesięć odcinków wystarcza, aby z powrotem rozgrzać statystyki gry na Steamie do poziomu premierowego. To dowód, że konsekwentne budowanie uniwersum opłaca się bardziej niż kampania reklamowa w prasie.

Filantropia i zaangażowanie społeczne

CD Projekt - historia polskiego giganta. Filantropia i zaangażowanie społeczne

Firma wspiera Fundację DKMS, WOŚP i liczne akcje charytatywne. W czasie pandemii przekazuje na służbę zdrowia cztery miliony złotych, a pracownicy szyją maseczki z motywami Wiedźmina. Takie gesty budują reputację na lata i pokazują, że mówienie o patriotyzmie ekonomicznym nie kończy się na słowach.

Ostatnie słowo

CD Projekt - historia polskiego giganta. Ostatnie słowo

Historia CD Projekt to podręcznikowy przykład, jak pasja i konsekwencja mogą z małej dystrybucji zrobić firmę znaną od Tokio po Buenos Aires. Jako miłośnik wspierania polskich marek wiem, że każdy egzemplarz Witchera czy Cyberpunka na mojej półce to nie tylko pudełko z grą, ale cegiełka w gmachu krajowej gospodarki kreatywnej. I choć droga bywa wyboista, jedno pozostaje pewne: kiedy następnym razem świat wyczekiwać będzie premiery spod znaku czerwonego kompasu, znowu poczuję to przyjemne mrowienie dumy.