Historia polskiego długu publicznego

Odwiedzając stronę długpubliczny.org.pl lub oglądając jeden z liczników długu publicznego, powstałych z inicjatywy Leszka Balcerowicza, można się zdrowo przerazić. Polski dług publiczny niebawem przekroczy bilion złotych, a rośnie on w tempie 10 tys. złotych w niecałe 4 sekundy! Stanowi on aż 54 proc. PKB. Jak do tego doszło?

Polskie pieniądzeDług publiczny to mówiąc skrótowo, zobowiązania finansowe państwa wobec wierzycieli krajowych, jak i zagranicznych. Powstaje on przez zadłużanie się zarówno Skarbu Państwa, jak i jednostek samorządu terytorialnego, w formie kolejnych pożyczek, kredytów, czy emisji obligacji. Wielkość długu przedstawia się w relacji do Produktu Krajowego Brutto (PKB), czyli do łącznej wartości wytworzonych w danym kraju dóbr i usług w ciągu roku, przy czym nie ma tutaj znaczenia pochodzenie kapitału. Zgodnie z art. 216 polskiej konstytucji, państwo nie może zaciągać pożyczek i udzielać gwarancji finansowych, gdy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego PKB – wyrażając tę wartość w procentach, jest to 60 proc. PKB. A zatem dług Polski niebezpiecznie zbliża się do tego poziomu.

Dług Gierka i rządów z lat 90-tych

Wszystko zaczęło się w latach 70-tych XX wieku i sławnych rządów I sekretarza PZPR Edwarda Gierka. Pod koniec 1970 roku, gdy objął on władzę, zadłużenie Polski wynosiło tylko 1,2 mld dolarów. Natomiast w grudniu 1979 toku, gdy „epoka Gierka” się kończyła, było to już aż 23 mld dolarów. Wszystko przez astronomiczne pożyczki zagraniczne, a na co zostały wydane te pieniądze? W tym okresie wybudowano ponad 557 nowych przedsiębiorstw, w tym ważne do dziś polskie zakłady energetyczne – m.in. te w Bełchatowie i Kozienicach, Hutę Katowice i Rafinerię w Gdańsku. Zbudowano 2,5 mln mieszkań, pozyskano Zachodnie technologie i licencje m.in. na produkcję Fiata 126p, zaczęto szybką budowę dróg, przykładem jest „gierkówka”, czyli droga szybkiego ruchu łącząca Warszawę i Katowice. Te i wiele innych inwestycji za Gierka nie usprawiedliwia jednak zadłużania kraju do tak wysokiego poziomu. Tamte długi w praktyce spłacaliśmy przez niemal 30 lat i kosztowało to Polskę ponad 22 miliardy dolarów. W latach 80-tych zadłużenie wciąż wzrastało przez spadek eksportu Polski w wyniku bojkotowania polskich towarów w wielu państwach, co było spowodowane wprowadzeniem stanu wojennego. A władze PRL zaczęły finansować import z kredytów towarowych.

sklep Wspieram Rozwój PL

W 1989 dług publiczny Polski wynosił 28,1 mld zł, a już w 1993 było to aż 138 mld zł! Tak duża różnica oznacza, że niestety rządy III RP zadłużały Polskę w znacznie szybszym tempie niż w PRLu Edward Gierek. Co ciekawe, dług rósł w ogromnym tempie pomimo faktu darowania Polsce na początku lat 90-tych spłaty 50 proc. długu zagranicznego wobec państw należących do tzw. Klubu Paryskiego. Po części za ten wzrost długu odpowiadało większe zadłużenie u wierzycieli krajowych – państwo zaczęło masowo emitować bony skarbowe i obligacje, by pozyskać dodatkowe środki do budżetu. Z upływem czasu rosły też koszty obsługi zadłużenia – w 1991 roku wynosiły one poniżej 1 mld zł, a już w 1999 roku niemal 19 mld zł. Warto zauważyć, że chociaż w latach 1990-1999 dług publiczny systematycznie rósł, to jednak jednocześnie występowały też dwa pozytywne zjawiska. Po pierwsze zmieniała się struktura długu – jeśli w 1990 roku aż 87 proc. długu stanowił dług zagraniczny, to już w 1999 było to tylko 49 proc. Zmniejszało to uzależnienie Polski od zagranicy. Ważniejsza jednak była druga kwestia – malał też stosunek długu do PKB. W 1990 roku dług stanowił aż 95 proc. PKB, a w 1999 już tylko 42,8 proc. Można zatem powiedzieć, że pomimo faktu, iż Polski dług publiczny wzrósł z 53,17 mld zł w 1990 roku do 264,37 mld zł w 1999 roku, to generalnie nie wyglądało to jeszcze tak źle.

Polski dług publiczny w XXI wieku

W konstytucji RP z 1997 roku zapisano, jak już wspomniałem, że państwo polskie nie może brać na siebie nowych zobowiązań finansowych, jeśli dług publiczny przekroczy 3/5 wartości PKB (inaczej mówiąc 60% PKB). Szczegółowe tzw. progi ostrożnościowe konkretyzuje ustawa o finansach publicznych z 2009 roku – rząd musi podjąć określone działania już w momencie, gdy dług publiczny przekracza 55 proc. PKB. Wśród nich znajduje się m.in. brak możliwości istnienia deficytu budżetowego na przyszły rok czy ograniczenia wydatków instytucji państwowych. Niestety, dług publiczny od 2000 roku zaczął bardzo dynamicznie rosnąć. O ile w roku 2000 było to zaledwie nieco ponad 280 mld zł, co nie stanowiło nawet 40 proc. PKB, to już w 2010 roku dług wynosił aż 747,9 mld zł, co przekładało się na 54,9% PKB. W 2013 roku okazało się, że dług publiczny wynosi 935,5 mld zł i coraz bardziej zbliża się do przekroczenia konstytucyjnego progu ostrożnościowego (dług stanowił aż 57 proc. PKB). Aby ten problem jakoś rozwiązać, rząd sięgnął po najprostsze możliwe rozwiązanie – przeniósł ponad 150 mld złotych, będących pieniędzmi Polaków na emeryturę ulokowanymi w Otwartych Funduszach Emerytalnych (OFE), do ZUSu – a była to ponad połowa środków Polaków w OFE. Co więcej, od tego momentu, aby w ogóle przynależeć jeszcze do OFE, należy złożyć odpowiednią deklarację – gdy się tego nie zrobi, cała składka idzie automatycznie tylko do ZUSu. Faktycznie w ZUS, w przeciwieństwie do OFE, nie ma żadnych pieniędzy. Środki na emerytury idą po prostu z budżetu, a wiele osób, które otrzymały już prognozy swoich przyszłych emerytur z ZUS, wiedzą, że bardzo często mają się one nijak do tego, ile powinny wynosić, gdyby po prostu odnosiły się do wielkości płaconych składek. A zatem to przeniesienie pieniędzy do ZUSu pozwoliło rządowi na pozyskanie sporego zastrzyku gotówki, który pozwolił znacznie obniżyć dług publiczny – stanowił on już nie 57 proc. PKB, a tylko 47,8 proc., a zatem był całkiem „bezpieczny”, nie wymagał żadnych kroków oszczędnościowych rządu.

Niestety, obecnie okazuje się, że mimo tego cwaniackiego kroku rządu, problem z zadłużeniem państwa wciąż występuje. W początkach września 2016 roku polski dług publiczny wyniósł blisko 980 mld złotych i stanowił  blisko 54 proc. PKB. Jednak na obronę Polski warto zauważyć, że i tak mamy jeden z najlepszych stosunków długu publicznego do PKB wśród krajów Unii Europejskiej. Na koniec III kwartału 2015 roku średni dług publiczny w relacji do PKB dla całej UE wyniósł 85 proc., a na przykład dla Niemiec było to aż 71,9 proc. Nie zmienia to jednak faktu, że powinniśmy wreszcie nauczyć się wydawać mniej niż zarabiamy – przy ciągłych deficytach budżetowych nie ma szans, żeby nasz dług publiczny zaczął maleć inaczej niż przez tzw. kreatywną księgowość.

Autor: Adam Stankiewicz

sklep Wspieram Rozwój PL


Inne artykuły, które mogłyby Cię zainteresować:

Dlaczego rządzący powinni dążyć do obniżania podatków w Polsce? - jest wiele argumentów za tym, że obniżanie podatków wpływa pozytywnie na całą gospodarkę państwa.

Transfer zysków za granicę = unikanie podatku - o tym, jak zagraniczne korporacje całkiem legalnie transferują zysk z polski spółek do swojej centrali.

Przepisz kod z obrazka

93ef48900d3363f1de9d4b98d87d535d